Twój rozwój. Twoja r-Ewolucja

coaching siedlce

r-Evolution

Katarzyna Kiejrys

Czas czytania: 4 min

28 lipca 2019

Czasami marzę o tym, by ktoś inny podejmował za mnie decyzje... szczególnie, gdy w grę wchodzi zmiana samochodu (co z perspektywy kobiety wydaje mi się być wbrew naturze). Przypominają mi się wtedy piękne czasy dzieciństwa kiedy mój żywot polegał jedynie na robieniu tego co podesłało mi 'życie'. Musiałam odrobić lekcje, które ktoś mi zadał, siedzieć w ławce z kimś z kim zostałam posadzona i zjeść to co podała stołówka. Nie musiałam decydować o niczym. Można powiedzieć metaforycznie, że kolory mojego życia malował ktoś inny, ktoś starszy ode mnie.

Oczywiście, kiedy dążyłam jako nastolatka do niezależności miałam w głowie jedynie wizję nieskrępowanych niczym wyborów i bycia wolnym ptakiem latającym w takim kierunku jaki mu się podoba. Jedyne czego pragnęłam to mieć własne farby i wybierać własne kolory jakimi chciałam malować mój świat.

I w końcu przyszła dorosłość, a z nią moje farby - wodne, plakatówki, akwarele. Do tego (w miarę rosnących zarobków) ołówki, kredki, mazaki, fluorescencyjne flamastry, cienkopisy. W każdym możliwym odcieniu. Do wyboru do koloru i ja malująca co chcę i kiedy chcę.

Zdawać by się mogło, że nie ma nic lepszego niż bycie kreatorem własnego życia.

Więc czemu tak często z podejrzanie wielką łatwością, oddajemy te nasze farby i kredki, i pozwalamy by to inni ludzie i okoliczności malowali nasze rysunki za nas?

Nie ma wyboru - nie ma wolności. I nie ma też odpowiedzialności.

Jest wiele powodów dla których to robimy. Jednym z nich jest konieczność brania odpowiedzialności za obrazek jaki powstał.

To o czym często zapominają pędzące ku niezależności nastolatki to słowo odpowiedzialność. Odpowiedzialność to nie tylko podejmowanie mądrych decyzji. To też przyjęcie na siebie wszelkich idących za nimi konsekwencji. Czy to dobrych, czy to złych.

I czasami odpowiedzialność może budzić strach. Przecież podpisuję się swoim nazwiskiem pod tym co zrobiłam. Moje wybory to moja wizytówka. Czy nie lepiej i wygodniej oddać komuś pędzelki i zdać się na czyjś wybór? Przecież wtedy jeśli zamiast arcydzieła powstanie bohomaz w moim życiu to nie będzie to moja wina. Winny będzie ktoś inny. Nie ja. Ze mną będzie nadal wszystko okay.

Człowiek tak się czasami boi, że to co namaluje nie wyjdzie, że zwyczajnie woli, żeby ktoś inny malował za niego.

Osobiście potrafię być mocno zdeterminowana, kiedy przychodzi do osiągania spraw dla mnie istotnych. Jestem niczym pitbull, który, kiedy już chwyci to nie puści.

I jednocześnie potrafię być jedną z najbardziej niezdecydowanych osób jakie znam. Niektóre decyzje są dla mnie drogą przez mękę. Godziny, dni, tygodnie. Jestem w stanie zastanawiać się w nieskończoność. I naprawdę w takich sytuacjach wolę, żeby ktoś decydował za mnie.

Zastanawiałam się skąd u mnie takie rozdwojenie jaźni i doszłam to prostego wniosku.

Wszystko zależy od tego, czy wiem czego chcę.

Kiedy mam w sobie wewnętrzne przekonanie, że idę we właściwym kierunku nikogo nie dopuszczam do moich farb. Nawet mi przez głowę nie przejdzie, żeby ktoś miał coś w moim życiu malować za mnie. Chętnie i gorliwie biorę odpowiedzialność za każdy wybrany kolor i pędzelek. Jeśli obrazek wyjdzie ładny przynosi mi satysfakcję, jeśli okaże się, że pomalowałam coś nie tak, traktuję to jak naukę na przyszłość.

Sytuacja robi się diametralnie inna, kiedy nie wiem czego chcę. Po pierwsze nie wiem jaki wybrać kolor. Czy malować pędzlem czy kredkami? A może ołówkiem? Po drugie nie chcę brać za nic odpowiedzialności, bo boję się, że jak wybiorę jakiś kolor to okaże się, że go nie chciałam. Po trzecie jak namaluję coś co nawet mi się nie podoba będę podwójnym nieudacznikiem. W swoich oczach i w oczach innych.

Niech już lepiej maluje za mnie ktoś inny. Łatwiej. Wygodniej. Nie ma odpowiedzialności. Nie trzeba wiedzieć czego się chce. Można sobie żyć, płynąć z prądem.

Fascynujące jest to jak bardzo świadomość i nieświadomość czego chcemy potrafi zdecydować o tym, czy bierzemy sprawy w swoje ręce. 

Oczywiście nic nie jest tak proste jak to przedstawiam. Pozostaje jeszcze wiele innych kwestii takich jak chociażby brak wiary w siebie, przy którym oddawanie swoich pędzelków jest wręcz naturalnym odruchem. 

Niemniej jednak w byciu świadomym czego chcemy tkwi siła, dzięki której napęd i determinacja do działania nie stanowią problemu. One po prostu tam są. Z tego powodu warto się czasem zastanowić, czego tak właściwie chcę. 

A kto maluje twoje życie?

I komu i kiedy oddajesz swoje pędzelki?

 

Więc chodź pomaluj mój świat... 
Albo nie idź.
 Pomaluję go sama. 

coaching siedlce

 

Coaching, Doradztwo ds. rozwoju  

r-Evolution

coaching Siedlce