Twój rozwój. Twoja r-Ewolucja

coaching siedlce

r-Evolution

Katarzyna Kiejrys

Czas czytania: 2 minuty

13 kwietnia 2021

Jakiś czas temu usłyszałam, że rodzenie dzieci w moim wieku to jakaś porażka. Ot jedna mała uwaga, wypowiedziana bez większego namysłu, odzwierciedlająca przekonanie, co do tego, że dzieci powinno się mieć grubo przed, a nie grubo po trzydziestce, podsumowała moje ewentualne przyszłe macierzyństwo jako pomysł niewypał :D

Mogło mi się zrobić przykro. Mogłam doszukać się w tym krótkim komentarzu jakiejś formy krytycyzmu, zaściankowości, niewrażliwości, złośliwości… i tak dalej. Następnie mogłam użyć całej masy eleganckich wyrazów poskładanych w zawiłe zdania, których celem byłoby przeintelektualizowane sprzeciwienie się temu co usłyszałam.

Zaiste, młodsza wersja mnie zapewne tak by postąpiła.

Starsza wersja mnie zamiast tego przyjęła po prostu, że autor wyraził swoje zdanie, które w jakiś sposób ukształtowało się w nim pod wpływem jego własnych doświadczeń. To co powiedział nie było powodem bym czuła się źle.

Co więcej wcale nie uczyniło go to głupszym ode mnie.

On ma po prostu inaczej niż ja. Wystarczy tylko (lub aż) dopuścić do siebie ewentualność, że ktoś ma inaczej niż ja, by czyjeś słowa były dla nas neutralne.

Znam twoją historię, ale nie znam twojego doświadczania. Mogą przytrafić nam się dwie takie same rzeczy, a nasze reakcje i odczucia będą zupełnie inne. I czyja wersja świata jest tą słuszniejszą?

Nie trzeba się trudzić i wizualizować czym się kończy niezłomne przekonanie, że jedna racja jest słuszniejsza od racji innych. Wystarczy włączyć wiadomości.

Jeśli przyjrzymy się polskiej polityce oraz sporom toczącym się w naszym kraju to rozbijają się one właśnie o to przekonanie, że to „JA”, a nie „TY” wiem co jest lepsze, słuszniejsze, bardziej prawidłowe. Taka postawa zamyka pole do kompromisu, ponieważ nie może być mowy o kompromisie w sytuacji, w której "JA" wiem co jest najsłuszniejsze,  a "Tobie" się jedynie wydaje. Skoro tego nie rozumiesz to jedyne co można  w tej sytuacji teraz zrobić to zmusić Cię, dla twojego własnego dobra byś żył według moich zasad. 

Ja też kiedyś myślałam, że wiem. Naprawdę. Wydawało mi się, że wiem. Wydawało mi się, że to co myślę i uważam jest słuszne. A potem zamiast kropki zaczęłam stawiać znak zapytania i coś się zmieniło. Pewna doza uporu i przemądrzałości zaczęła znikać. Zaczęłam dopuszczać do siebie myśl, że inni też mogą mieć swoją rację. I mają do niej prawo. 

I dokonałam wiekopomnego odkrycia:

Im mniej kogoś oceniam, im bardziej szanuję jego prawo do bycia takim jaki jest, nie dając sobie prawa do decydowania o tym jaki być powinien, tym lepiej mi się żyje.

Nie wiem kiedy to odkryłam, ale gdybym znała konkretną datę to co roku obchodziłabym jej rocznicę, ponieważ od tamtej pory moje życie stało się po prostu łatwiejsze. 

Oczywiście są takie kwestie, które uznaję, za naprawdę istotne jak na przykład segregacja śmieci. W tym wypadku zasada masz prawo mieć inaczej niż ja nie do końca obowiązuje. W 21 wieku, w czasach powszechnej dostępności oddzielnych kontenerów na różne frakcje śmieci po prostu nie ma prawdziwych i słusznych powodów by tych śmieci nie segregować. Jest to bezsporna kwestia dobra wspólnego.  

I tu dochodzimy do niezwykle ważnej kwestii. To, że akceptuję fakt, że ktoś ma inaczej niż ja nie oznacza z automatu akceptacji zachowania, które w tym wypadku wpływa negatywnie na środowisko, w którym wszyscy żyjemy.

Niemniej jednak wcale nie muszę szykanować osób, które nie segregują śmieci. Zdecydowanie łatwiej jest mi prowadzić dialog, którego celem jest zachęcenie kogoś, by te śmieci segregował, kiedy zachowuję elementarny szacunek dla drugiego człowieka i nie myślę o nim w kategoriach gorszego sortu ludzi. 

A takie myślenie wypływa właśnie z tego, że zwyczajnie rozumiem, że ktoś może mieć inaczej. Niż ja. 

 

 

Słuszność.

coaching siedlce

 

Coaching, Doradztwo ds. rozwoju  

r-Evolution

coaching Siedlce